fionnae blog

Twój nowy blog

..i znowu odkurzam…

1 komentarz

…tego bloga… chociaż znajomi dawno się wykruszyli… i poza mną nikt tu nie zagląda. Ale to ic…może po prostu popiszę sama dla siebie…

Lipali

Brak komentarzy

gdy serce pęka
pękają słowa
kruszeją jak
zwietrzały tynk
zostają tylko
cienie dokoła
poddają się
tułają się

ratuj je
ratuj je
ratuj je
siebie i mnie

gdy dusza zblednie
wśród duchów schowa się
w śniegu sypiącym z naszych żył

w spękanych rysach
przeszłości słowa
potłuką się
rozpadną w pył

ratuj je
ratuj je
ratuj je
siebie i mnie

ratuj je
ratuj je
ratuj je
siebie i mnie

Lipali, „Pod kopuła pamięci”

Aktu

Brak komentarzy

..alizacje..

Tymczasy grzeją doopki w domkach stałych. Z przygodami..ale już wszystko ok. Przygody miał Herbatnik,  przechrzczony przeze mnie na Paco..bo taki się zrobił jakiś odkarmiony ;)
Trafił się domek, wychodzący. Paco na początku zamelinował się gdzies za szafką i kilka dni bawił sie w ducha. Wyłazil tylko w nocy. Niestety nowa pani postąpiła bardzo nieodpowiedzialnie..zostawiła otwarte drzwi do ogrodu. Paco uciekł.. Kilka dni poszukiwań, stresów.. na szczęście ktoś widział ogłoszenie..i rozpoznał Herbtnika. Teraz Paco w sprawdzonym domku, u odziców karmicielki. Taki happy end.
A w ogóle to to było strasznie dawno temu :P

Aktu

Brak komentarzy

..alizacje..

Tymczasy grzeją doopki w domkach stałych. Z przygodami..ale już wszystko ok. Przygody miał Herbatnik,  przechrzczony przeze mnie na Paco..bo taki się zrobił jakiś odkarmiony ;)
Trafił się domek, wychodzący. Paco na początku zamelinował się gdzies za szafką i kilka dni bawił sie w ducha. Wyłazil tylko w nocy. Niestety nowa pani postąpiła bardzo nieodpowiedzialnie..zostawiła otwarte drzwi do ogrodu. Paco uciekł.. Kilka dni poszukiwań, stresów.. na szczęście ktoś widział ogłoszenie..i rozpoznał Herbtnika. Teraz Paco w sprawdzonym domku, u odziców karmicielki. Taki happy end.
A w ogóle to to było strasznie dawno temu :P

Po przerwie

Brak komentarzy

..wracam.
Zmian dużych nie ma. Od wczoraj jestem upiornie chora. Ból gardła przypomniał mi jedną z okropniejszych scen w Supernatural.. Z kolesiem jedzącym czekoladki.. które zmieniły się w żyletki. Wczoraj jak się obudziłam i poczułam tę masakrę w gardle, prawie zawału dostałam. Dziś gardło lepiej, nie boli w ogóle.. Dzięki straszliwej radzie, którą dostałam na Miau.pl .. Setka wódki z pieprzem na noc.
Ogolnie.. wódkę piję bez problemu.. ale to… Prawie umarlam. Naprawdę.. to bylo straszliwe. Chociaż całkiem smaczne, bo lubię smak pieprzu. Ale oczy to mi z orbit całe chyba wyszly :D
Dobrze, że miałam wyłączony komputer, bo odpisałabym dziewczynie, że chciała mnie zabić.
Za to rano… zero bólu… Warto było przeżyć tę okropność.
Niestety katar nadal jest, gorszy niż byl, ledno mogę oddychać. Wszystko mnie męczy. A jutro na rano do pracy.. koszmar.

Z uaktualnień..
Mieszkają u mnie dwa tymczasy. Tymczas numer jeden to Porzeczka, królik baranek, typu madagaskarskiego. Słodka istota. Już ma domek zaklepany, szukamy teraz transportu do Warszawy :)
Drugi zwierz to Herbatnik. Pan Kot spod stoczniowej rury. Leczymy Herbatnika intensywnie, a jednocześnie szukamy domku. Od przyszłego tygodnia poszukiwania ruszają pełną parą. Herbatnikowy stan do pewnego momentu się poprawiał,  teraz jakby utknęło. Możliwe, że więcej nie da się zrobić. Pani doktor zasugerowała, że tak mu zostanie.. (chrapie i rzęzi czasami). Możliwe, że zrobimy prześwietlenie, żeby obejrzeć mu gardełko. Płuca ma czyste raczej.. Ciężko coś usłyszeć, bo podczas badania Herbatnik uruchamia motor i mruczy i mruczy i mruczy. Ale pani doktor cierpliwa, słucha tak dlugo, aż pojawi się chwila przerwy. I te chwile ciszy mówią, że wszystko raczej ok.
Zobaczymy.. Najbliższe dni pokażą, czy kończymy leczenie.
Trzymajcie kciuki za Herbatnika i poszukiwania domku.

Wczoraj.

Brak komentarzy

Od wczoraj żyję w jakimś innym świecie. Nie dociera do mnie ciągle to, co się stało. Tyle ludzi zginęło, tak ważnych dla Polski. To takie nierealne. Od wczoraj co chwila łzy w oczach. Nawet nie wiem, co napisać… więc tylko zacytuję..

„Oszczędźmy słów, niech pozostanie wielkie milczenie”

.

Brak komentarzy

Gówno, nie przepuklina.

Nokturn

Brak komentarzy

To niebo zadymione, które mi śpiewa do snu,
i wy, porty dalekie, kołysane na masztach,
mgły wieczne jak dzień, który nastał.
Szelest
to drzewa deszczem rosną.
Morze. To niedalekie i cierpkie.
Lasy, które zapomniano zgasić w bulwarze –
głuchy latarnik nie słyszy was zimą, latem, wiosną
i twarze
pełne codzienności jak niebo,
które mnie znów kołysze do snu.

Krzysztof Kamil Baczyński

Dziś o zdrowiu trochę.
Wyjątkowo nie kocim, o  niej tylko tyle, że jest lepiej i możliwe, że niedługo będzie na tyle silna, że będzie można ją zaszczepić. Ona stara się sobie dogadzać, zżera mi różne rzeczy, ziemniaczki z talerza i.. właśnie wyżarła siemię lniane, które namoczylam sobie celem zadbania o paznokcie. Cóż.. na zdrowie :/

No dobra, a więc co z tym zdrowiem..
Jak niektórzy wiedzą, dorobiłam się.. czegoś. Cholera wi co to, większość stawia na przepuklinę. Lekarz rodzinny takoż. Ja nie jestem przekonana – mam dużego guza, ktory nie całkiem przepuklinowo się zachowuje. I w miejscu też umiarkowanie pasującym jest. No ale usg powinno coś wykryć. W związku z tym dostałam skierowanie.. Nie nie, nie na badanie.Pamiętacie jeden z odcinkow Asterixa? Ten z urzędem i kwitkami? Tu coś podobnego… Paranoja-lekarz rodzinny nie może wystawić skierowania na usg tego guza, bo to nie jego część ciała O.o Nożesz w mordę :/ Skierowanie dostałam do chirurga, a ten wystawił mi na usg. Z wynikami muszę iść do rodzinnego,żeby dał mi skierowanie do chirurga, żeby ten obejrzal wyniki i powiedział co robimy.
Żeby było najzabawniej-chirurg nie znalazl nic niepokojącego. Ten cholerny guz się schował.. (to by świadczyło, że może to faktycznie przepuklina). Szkoda tylko, że facet popatrzyl na mnie jak na jakąś mitomankę. No kurna.. Nie, panie chirurg, nie jest dla mnie przyjemnością rozbieranie się i obmacywanie przez obcego faceta w okolicach intymnych. Argh.
Oczywiście teraz guz jest i to coraz większy, na dodatek ścierwo boli :/
Dobrze, że jutro mam wolne. Postaram się załatwić to usg (oczywiście odpłatnie, no chyba, że chcę czekać na koniec czerwca). Muszę jeszcze iść do wampira, żeby zbadać poziom przeciwciał żółtaczkowych.. Bo jak jednak postanowią mnie ciąć, będę chciała załatwić to jak najszybciej. Tak więc jutro dwie wizyty lekarskie, cholera wie gdzie… plus Troja do weta na kolejne zastrzyki.

Ogólnie jakaś taka jestem.. zmęczona życiem, jak to określił ostatnio mój przyjaciel B. Za dużo tego się zwaliło na tę moją łepetynę roztargnioną. Gdyby nie Troja, to chyba siedziałabym tylko i ryczała. Na szczęście to stworzenie ma dzialanie antydepresyjne. Wystarczy, że wlezie na kolana (a najchętniej nie odstępowałaby mnie na krok) i robi się lepiej. Niesamowity z niej miziak. Nawet jak nie leży na mnie, to tak kombinuje, żeby mnie dotykać. Coraz bardziej jestem zauroczona tą gadułą :)
Mam nadzieję że kot plus wspomaganie farmaceutyczn mi pomogą ( zaczęłam łykać kwas foliowy, wskazany przy stanach obniżonej odporności, zmęczeniu, w stresie itp.) Pomijam, że po przeczytaniu ulotki śniło mi się, że jestem w siedemnastym miesiącu ciąży.. i stojąc przed lustrem i patrząc na mój wielki brzuch zastanawiam się, czy uda mi się to ukryć przed mamą i przed ojcem dziecka.. Obudziłam się i dostałam ataku śmiechu… Czyli..nie ma tego złego ;)

Byłam dziś z panienką u pana Tomasza. Najlepszego weta na świecie. Różowo nie jest :(
Kocica, wedle pani w schronisku, miała być okazem zdrowia. No ok, poza tym, że wychudzona, nie było widać, żeby jakieś problemy się działy. Niestety w domu, po dokladnym obejrzeniu, przybrudzone futro okazało się być pokryte łupieżem.. a Kota do tego kicha jak szalona.
Dziś diagnoza-cala masa problemów, będących następstwem zabiedzenia, zaniedbania i niedożywienia. Ten łupież i katar to z powodu przewlekłej infekcji. Nieładne spojówki, białe dziąsła.. Kłopoty żoładkowe.. Zanik mięśni :( Okazało się, że ta dziwna chudośc to coś więcej i zwykle podtuczenie nic nie da. Na szczęście wspomagana farmaceutykami powinna sobie z tym poradzić i wyzdrowieć na tyle, żeby w dalszym życiu nic jej nie dokuczało..
Ogólnie wizyta u doktora była.. barwna, Główną barwą była czerwień. I.. szkarłat… A wszystko to w momencie, gdy przyszło do mierzenia temperatury. Mój puszysty kłebuszek zmienił się w tnąco-siekającą furię. Dłonie pana Tomasza w ułamku sekundy zaczęły przypominać ochłapy mięsa O.o Tak go załatwiła, że już nie wspominałam o przycinaniu pazurów… Może.. o, jak będzie uśpiona do sterylki.. to będzie najbezpieczniejsza opcja ;)

A z rzeczy weselszych-wiosna piękna nastała. Szłam sobie dziś ok 8 przez łakę i nie mogłam się napatrzeć na kielkujące życie. A zapachy..a te dźwięki! Ptaki chyba sobie jakieś zawody urządzily, pod tytulem „zagłuszę sąsiada”…
Coś pięknego. Zwłaszcza trznadle. Kocham ich śpiew.


  • RSS